Powrót do Gorzowa Wlkp.
(Rano)
Wyjeżdżamy. Pożegnania były łzawe, ale to dobrze. Znaczy, że ta wizyta coś znaczy. Do przejechania jest 1578 km. Musimy wyjechać z podwórka cioci i wujka.
(7:12)
Jesteśmy w trakcie drogi na Lyon. Widoki - o dziwo - są inne, niż się wydawały za pierwszym razem, kiedy przejeżdżaliśmy przez te tereny.
Z pobytu we Francji zostają już tylko wspomnienia. Skoro tak, to sobie powspominam.
Wczoraj byliśmy w Sabranie. Jest to wioska, która w ciągu 20 lat z kompletnej ruiny przemieniła się w piękne miejsce do zamieszkania. Co prawda, zniszczone domki dalej stoją, ale stanowią mniejszość, na którą można popatrzeć z góry (widok na ich dachy).
Sabran nie jest wyjątkowym miasteczkiem, jeśli chodzi o jego położenie geograficzne. Jest niezwykłe, bo ma rzeźbę Matki Boskiej, umieszczonej na najwyższym wzgórzu. W nocy jest ona oświetlona poprzez otoczoną głowę wianuszkiem żarówek.
Przy Matce Boskiej znajdują się pozostałości - schody i murek - z XII-XIII-wiecznego zamku. Ruina ta sprawia raczej sentymentalno-przygnębiające wrażenie.
Z innego wspomnienia: gadaliśmy o sklepach we Francji. Ciocia stwierdziła, że w tym kraju nie ma praktycznie obcych (z punktu widzenia tubylca) marek. Trudno jednak to wyjaśnić.
Południowa Francja jest piękna. Mogłabym tu mieszkać, gdyby nie rodzina.
(8:30)
Do Lyonu jeszcze nie dojechaliśmy. Do Gorzowa zostało 1408 km. Dalej wspominam Francję. Wujek ma syna Tomka, który jest w związku z Francuzką pochodzenia hiszpańskiego. Oboje palą papierosy. Polak na chama by zapalił przy ludziach peta, zaś Francuz najpierw się spyta.
-Ola, czy nie będzie ci przeszkadzało palenie? -Spytał kuzyn. To mnie tak urzekło, że stwierdziłam, iż smród papierosowy mi nie zawadzi. Ponadto Tomek nie miał zielonego pojęcia o mojej astmie.
Do Lyonu zostało już tylko 32 km.
Trochę wcześniej zatrzymaliśmy się na francuskiej stacji benzynowej. Kible mają higieniczne i niskie, a co najważniejsze - z papierem toaletowym i bezpłatne. Klient płaci (za autostradę), klient wymaga! Nie jestem jakąś rasistką, czy coś w ten deseń, ale mam wrażenie, że Szwaby są chamskie. No, ale cóż powiedzieć - Polacy nie są lepsi. W Montpellier usiedliśmy przypadkowo przy Polakach. Oczywiście, najczęściej słyszanym słowem było "kurwa".
(8:52)
Wspominam. Jak wczoraj jechaliśmy do Sabran to obserwowaliśmy ogromny pożar, który się powiększał, tworzył kilkukilometrową łunę dymu i był gaszony przez kilka godzin.
-Tak tu jest normalnie. -Skomentował wujek.
Istotnie, wczoraj było 32 stopnie Celsjusza, ale grzało jak jasna cholera, bo wiaterku nie było. Wujek ujął to tak:
-Zaczyna się prawdziwe lato francuskie.
Lyon jest piękny. I wielki. Od początku wyprawy do Francji pragnęłam zwiedzić to miasto, ale niestety - nie udało się.
Gdy w sobotę jechaliśmy z morza to natknęliśmy się na rozkładanie straganów. Wujek stwierdził: -A dziś jest dzień straganowy. Całe miasto zamienia się w jeden wielki rynek. Każda miejscowość ma inny dzień tego typu. Dzieje się tak raz w tygodniu.
(9:10)
Jestem szczęśliwa, że pojechałam do Francji. Nie było doskonale, ale tak nigdy nie jest. Cieszę się, że ciocia ze mną wczoraj rozmawiała. Cieszę się, że spotkałam Witka (malarza z Polski, ale jest coraz bardziej znany we Francji).
Już nie jestem zielona w kwestii francuskiej. Mam nadzieję, że pytania, jakie się narodziły we Francji dostaną kiedyś odpowiedź. Jedno z nich brzmi: jak to do diaska jest możliwe, iż we Francji woda w kranie jest pitna?

digg it
del.icio.us
za dużo, ale podziwiam :p będziesz miała co wspominać..
napisałbym kilka dobrych słów krytyki, ale za mało czytałem :]
pozdr.
lethern | 2007-08-08 - 13:50:02 GMT 1 #