Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

Przygoda francuska

Kategoria: 7. Wtorek

08/08/2007 GMT 1

Wtorek

aleandrasasan @ 09:58

(Rano)

Wczoraj pojeździło się po okolicy i zobaczyło się kaniony. Być może spróbowałabym je opisać, ale nie jestem Karen Blixen, więc nawet nie próbuję tego robić. Może Czytelnikowi wystarczy ich położenie geograficzne - leżą przy grocie Madaleine. Co prawda, nie byłam w niej, ale dzisiaj zapewne tam pojedziemy. Jest tylko jeden warunek: duży wiatr. Gdyby go jednak nie było (w co wątpię, bo już teraz widać, że jest), to udajemy się nad morze.
-Na wakacje - powiada wujek - paryżanie jeżdżą nad Morze, do Marsyli, a marsylianie jadą do Paryża.
"Nad morze? A czemu nie w góry?" - pierwsza moja myśl, a później zdałam sobie sprawę, że Francuzi nie muszą jechać w góry, bo mieszkają wokół nich. Dla mnie mimo oczywistego piękna tych krajobrazów jest to w pewnym sensie wada, bo ogranicza twój wybór. Masz do wyboru morze i stolicę, albo - nic. A w Polsce, jak ktoś się urodził w Gorzowie Wlkp. to może udać się do stolicy, nad morze i w góry.
Geografia. Tak, wiem, był to u mnie dziwny przedmiot z którego niewiele wiedzy wyniosłam, ale dla pocieszenia powiem, że Francuzi nie są lepsi. Oni są ignorantami, bo prawie nic nie wiedzą o Polsce i wschodnich krajach.
(Dopisane 08.08.2007 - po powrocie do Polski: na jednej ze stacji benzynowej we Francji można było znaleźć podręczny leksykon najważniejszych wyrażeń z danego języka. Oczywiście, był to słownik przeznaczony dla Francuzów. Były do wyboru: czeski, ruski i polski. W tym ostatnim była mapa, na której zaznaczono Gorzów, niestety - bez jego dalszej nazwy, czyli "Wielkopolski". Fakt ten, jak i fakt znalezienia tego słownika we Francji bardzo mnie zaskoczył, ale uważam, że jest na tyle ciekawy, by warto było go odnotować).
Moskwę z Rosją pokojarzą (bo pokazują w trakcie pogody w telewizji), ale Polaka z Warszawą - nie (bo nie pokazują w trakcie pogody). A smutne to, bo Polska ma swoje osiągnięcia, z których powinna być znana. Już nie będę ich wymienić, bo to nie lekcja historii, tylko sprawozdanie krajoznawcze.
Kultura - ponoć to widać we Francji. Walka z chamstwem. Francuzi na zewnątrz - przez swoją mentalność - udają uprzejmych, a w środku mogą być chamidłami. Nie ma ignorancji w stylu: przy kasie w supermarkecie baba nie chce ci skasować towaru, bo o jeden (!) produkt za dużo. Ponoć też nie ma chamskiego przepychania się w publicznych środkach lokomocji (tego nie wiem, bo jak na razie nie byłam świadkiem jakiegokolwiek nie-turystycznego środka publicznej lokomocji we Francji).
To wszystko nie znaczy, że nie ma przestępczości. Jest i jej działalność sprawia, że Francuzi mają na co narzekać: na prawo. Jest ono łagodne: czasami komiczne.
-Namęczą się, by złapać przestępcę -mówi wujek o organach ścigania we Francji - dadzą gościa do sędziego, a ten stwierdza, że to przestępstwo jest nieważne i go wypuszcza. Za morderstwo można otrzymać 25 lat, a po trzech tygodniach wyjść.

A teraz z zupełnie innej beczki. Wczoraj wieczorem stwierdziłam, że we Francji jest cudownie, tylko, że... tęsknię za bratem (do tego się przyzwyczaiłam, ale fakt jest faktem) i za przyjaciółką Agatą. Być może to przeszkadza mi cieszyć się w pełni z tutejszych widoków, ale wydaje mi się, że dzięki temu będę w stanie lepiej zrozumieć - i przy okazji szanować - babcię. W moich myślach o Francji jest jedna o mamie mojej mamy: spodobałoby się jej tutaj, głównie ze względu na widoki. Stałoby się tak dlatego, ponieważ mieszkała ona w Wadowicach, przykrakowskim miasteczku (odległość ok. 50 km). A trzeba wiedzieć, że tamtejsze terytoria są wzgórzyste.

(Chwilę później)

Kataru się nabawiłam. Tatę za to złapał ból gardła. Tak, wiem - jak to możliwe, skoto tu tak ciepło? Przez wiatr. Mało tego, jest to jedno z najzimniejszych lat, jakie się zdarzyły we Francji. Kij z tym, że w Polsce 25-30 stopni to gorąc jak jasna cholera... tu 22 jest w nocy.

(Chwilę później)

Nudno. Wujek śpi, a ciocia w pracy. Tata gdzieś polazł, Krysia śpi. Już wiem, dlaczego z wieczora wujek nic nie planował.

(10 godzina)

Wujek to śpioch, Focus (pies - swoją drogą, prześliczny i bardzo przyjacielski) to żarłok, tata to maniak komputerowy, a ja z Krysią jesteśmy normalne.

(Później)

-Myśmy się zastanawiali, po co te wiatrochłony, które mijaliśmy po drodze. -Stwierdził mój rodziciel, mając na myśli szczelne, plastikowo-szklisto-z-innego-materiału blachy, które postawiano przy autostradach wokół wiosek. Najwięcej tego czegoś widać między granicą francuską a niemiecką. Niestety, to cacko zasłania widoki, chociaż z drugiej strony - mieszkańcom tych wiosek jest wygodniej, bo ciszej. Zastanawia mnie, jakie to rozwiązanie daje rzeczywiste efekty.

Archiwum | Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo