Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

Przygoda francuska

Kategoria: 4. Jazda (z 27 na 28.07.2007)

07/08/2007 GMT 1

Jazda (z 27 na 28.07.2007)

aleandrasasan @ 14:09

(Noc)

Długa i męcząca podróż ze znakami AUSFAHRT ("Wyjazd"). Z Kostrzyna na Munchen (Monachium), a potem do Lyonu!

(Rano)

A przynajmniej tak wynikało ze wstępnych ustaleń. Na drogę do Munchen zajechaliśmy po półtoragodzinnym błądzeniu - w kółko jechaliśmy i nie mogliśmy zjechać na prawidłową drogę, gdyż zrobili blokadę pierwotnych dojazdów na Monachium. W końcu jakiś Niemiec nas wyprowadził z tego nieskończonego labiryntu.
W momencie, gdy piszę te słowa znajdujemy się 979 km do celu podróży. Jesteśmy już na innej drodze, ale nadal w Niemczech, na Heilbroim.

(Chwilę później)

Nie mieliśmy i nie mamy zamiaru zwiedzać Niemiec, ale nie szkodzi pozwiedzać szwabskich stacji benzynowych. Oto komentarz mojego taty i zarazem porada dla kierowców: "Gaz w Niemczech jest tańszy niż we Francji, ale za to nigdzie go nie ma".
Ode mnie - drodzy kierowcy - dostaniecie poradę, by zawsze brać ze sobą pieniądze do kibla na stacji. Powód jest bardzo prosty: są one płatne. Co prawda niewiele, bo tylko dwa złote, ale są. I luksus gwarantowany! Czyste kible i papier toaletowy (co mnie zdziwiło). Chociaż nie zapłaciłam za tę usługę (Bóg raczy wiedzieć, jakim cudem), to stwierdziłam, że te 50 eurocentów to korzystna cena za taki komfort.

(4 godziny później)

Nadal jesteśmy w Niemczech, ale to podobno ostatnie peryferia tego kraju. Niedługo więc powinniśmy przekroczyć granicę niemiecko-francuską. Już czuje się zmianę klimatu, która polega na gorącu. Do Lyonu jeszcze trochę czasu, ale do celu - jakiegoś francuskiego zadupia, którego nazwy nie potrafiłam wymówić - pozostało jedynie 6,5 godzin jazdy.

(2 godziny później)

Przekroczyliśmy granicę francusko-niemiecką, po czym utknęliśmy w korku spowodowanym przez jakiś wypadek. Wracając do granicy, zdziwiło mnie to, że nie trzeba było pokazywać dowodu osobistego. To mi się jakoś nie chce mieścić w głowie.
Nie mam pojęcia, jak z kiblem na stacji benzynowej we Francji jest, ale jedna rzecz nie ulega wątpliwości: na pierwszej lepszej stacji jest gaz.
Francja to piękny kraj. I cywilizowany - mój tata stwierdził, że Francuzi mają o wiele lepszą jakość dróg od szwabów (i faktycznie, na francuskiej trasie praktycznie nie trzęsło samochodem).

(Po chwili)

Co do gazu, to na pierwszej stacji TOTAL, jaką napotkaliśmy we Francji nie ma GPL, chociaż na znakach pisze co innego. Bo ja wiem, o co tu chodzi?

(Pół godziny później)

Wolałam nie ryzykować płatnego kibla, ale przeszłam się do kasy stacji benzynowej, na której zatankowaliśmy gaz. Moim oczom ukazał się zadziwiający, bo odmienny od niemieckiego i polskiego widok: można kupić maskotki, figurki i - co chyba nie powinno dziwić nikogo - wino. Co prawda w Polsce sprzedaje się na stacjach alkohol, ale zazwyczaj nie ma to zbyt wiele wspólnego z z winem.
Za niedługo będziemy w Lyonie.

Archiwum | Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo