Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

Przygoda francuska

08/08/2007 GMT 1

Wyjaśnienie

aleandrasasan @ 13:13

"Kategorie", które widzicie po boku to spis rozdziałów. Są one umieszczone chronologicznie, więc można w poszczególne rozdziały klikać po kolei. Zdecydowałam się umieścić "A" zamiast liczby "10", by wygodniej Wam było czytać - w chronologii.

Pozdrawiam Czytelników i życzę miłej przygody francuskiej.

Powrót do Gorzowa Wlkp.

aleandrasasan @ 13:09

(Rano)

Wyjeżdżamy. Pożegnania były łzawe, ale to dobrze. Znaczy, że ta wizyta coś znaczy. Do przejechania jest 1578 km. Musimy wyjechać z podwórka cioci i wujka.

(7:12)

Jesteśmy w trakcie drogi na Lyon. Widoki - o dziwo - są inne, niż się wydawały za pierwszym razem, kiedy przejeżdżaliśmy przez te tereny.
Z pobytu we Francji zostają już tylko wspomnienia. Skoro tak, to sobie powspominam.
Wczoraj byliśmy w Sabranie. Jest to wioska, która w ciągu 20 lat z kompletnej ruiny przemieniła się w piękne miejsce do zamieszkania. Co prawda, zniszczone domki dalej stoją, ale stanowią mniejszość, na którą można popatrzeć z góry (widok na ich dachy).
Sabran nie jest wyjątkowym miasteczkiem, jeśli chodzi o jego położenie geograficzne. Jest niezwykłe, bo ma rzeźbę Matki Boskiej, umieszczonej na najwyższym wzgórzu. W nocy jest ona oświetlona poprzez otoczoną głowę wianuszkiem żarówek.
Przy Matce Boskiej znajdują się pozostałości - schody i murek - z XII-XIII-wiecznego zamku. Ruina ta sprawia raczej sentymentalno-przygnębiające wrażenie.
Z innego wspomnienia: gadaliśmy o sklepach we Francji. Ciocia stwierdziła, że w tym kraju nie ma praktycznie obcych (z punktu widzenia tubylca) marek. Trudno jednak to wyjaśnić.
Południowa Francja jest piękna. Mogłabym tu mieszkać, gdyby nie rodzina.

(8:30)

Do Lyonu jeszcze nie dojechaliśmy. Do Gorzowa zostało 1408 km. Dalej wspominam Francję. Wujek ma syna Tomka, który jest w związku z Francuzką pochodzenia hiszpańskiego. Oboje palą papierosy. Polak na chama by zapalił przy ludziach peta, zaś Francuz najpierw się spyta.
-Ola, czy nie będzie ci przeszkadzało palenie? -Spytał kuzyn. To mnie tak urzekło, że stwierdziłam, iż smród papierosowy mi nie zawadzi. Ponadto Tomek nie miał zielonego pojęcia o mojej astmie.
Do Lyonu zostało już tylko 32 km.
Trochę wcześniej zatrzymaliśmy się na francuskiej stacji benzynowej. Kible mają higieniczne i niskie, a co najważniejsze - z papierem toaletowym i bezpłatne. Klient płaci (za autostradę), klient wymaga! Nie jestem jakąś rasistką, czy coś w ten deseń, ale mam wrażenie, że Szwaby są chamskie. No, ale cóż powiedzieć - Polacy nie są lepsi. W Montpellier usiedliśmy przypadkowo przy Polakach. Oczywiście, najczęściej słyszanym słowem było "kurwa".

(8:52)

Wspominam. Jak wczoraj jechaliśmy do Sabran to obserwowaliśmy ogromny pożar, który się powiększał, tworzył kilkukilometrową łunę dymu i był gaszony przez kilka godzin.
-Tak tu jest normalnie. -Skomentował wujek.
Istotnie, wczoraj było 32 stopnie Celsjusza, ale grzało jak jasna cholera, bo wiaterku nie było. Wujek ujął to tak:
-Zaczyna się prawdziwe lato francuskie.
Lyon jest piękny. I wielki. Od początku wyprawy do Francji pragnęłam zwiedzić to miasto, ale niestety - nie udało się.
Gdy w sobotę jechaliśmy z morza to natknęliśmy się na rozkładanie straganów. Wujek stwierdził: -A dziś jest dzień straganowy. Całe miasto zamienia się w jeden wielki rynek. Każda miejscowość ma inny dzień tego typu. Dzieje się tak raz w tygodniu.

(9:10)

Jestem szczęśliwa, że pojechałam do Francji. Nie było doskonale, ale tak nigdy nie jest. Cieszę się, że ciocia ze mną wczoraj rozmawiała. Cieszę się, że spotkałam Witka (malarza z Polski, ale jest coraz bardziej znany we Francji).
Już nie jestem zielona w kwestii francuskiej. Mam nadzieję, że pytania, jakie się narodziły we Francji dostaną kiedyś odpowiedź. Jedno z nich brzmi: jak to do diaska jest możliwe, iż we Francji woda w kranie jest pitna?

Niedziela

aleandrasasan @ 12:21

W sobotę byliśmy w największym francuskim porcie - Montpellier. Godzinę popływaliśmy na łódeczce - wszędzie było widać apartamenty do kupienia lub wynajęcia.
-Te domki są jak z bajki -Skomentowała Krysia, zachwycając się ich okrąglistymi kształtami.
Widoki, które widziałam istotnie przedstawiały widoki jakby z innego świata. Praktycznie nie było ośrodków wczasowych, znanych Polakom.
-Nie możesz tego porównywać z Polską, bo tu jest Morze Śródziemne -stwierdziła ciocia.
I faktycznie - ciężko jest stwierdzić, czy nad naszym Bałtykiem jest lepiej, czy gorzej. Jest po prostu inaczej.
Woda w Morzu Śródziemnym ma podobną temperaturę do wody w zwykłym jeziorze. A plaża? Piasek jest ciemniejszy, jakby bardziej pyłkowaty.
-A ja widzę tu ślady opon i się zastanawiam, po czym to -zwierzyła się Krysia, patrząc w piasek. Jak nam wujek wyjaśnił, jest to ślad po traktorach, które rano jeżdżą po plaży (zapewne w celu jej uporządkowania).
-A śpią u was na plaży? -Spytał tata, na co wujek taką historię opowiedział: -A śpią i to jeszcze jak. Raz dziewczyna się położyła i zasnęła. A rano, jak traktor jeździł po plaży to ją przejechał, poharatał... Jakoś biedna z tego wyszła, ale...
Dziś widziałam kawę - sklep winny, w którym sprzedaje się wina do zbiorników. Można także spróbować tego alkoholu i kupić butelki z nim w specjalnych opakowaniach. Tata kupił czerwone i różowe wino właśnie w takiej paczce, na której widać ładne widoczki.
Jutro wracamy do Gorzowa. Niestety - wynika to z problemów zdrowotnych wujka, a poza tym ciocia i wujek również zasługują na odpoczynek.
Smutno mi trochę, że muszę się rozstać z Francją. Ciepły klimat, piękne widoki, kulturalni ludzie... Oczywiście, kraj w którym jeszcze dzisiaj jestem ma i wady.
Na przykład, pracodawcom nie opłaca się zwolnić pracownika. Wujek wyjaśnił nam, czym jest to uwarunkowane. Pracownik może być zwolniony tylko z dwóch przyczyn: z popełnienia przestępstwa lub błędu zawodowego. Musi to być udowodnione - poprzez świadków. Ponadto, w sądzie pracowniczym bardzo rzadko pracodawca wygrywa. Jeśli przegra, to płaci odszkodowania pracownikowi, który - jak to powiedział wujek - dzięki temu może sobie zbudować dom.
-To już bardziej opłaca się ponownie zatrudnić zwolnionego pracownika. -Podsumował wujek.
Ponieważ we Francji panuje wysoka kultura, to nie powinno nikogo dziwić, że pracownicy mają życie prywatne. Przyczyna - od godziny 12 w niedzielę wszystko jest pozamykane.
Właśnie wypiłam sok z jabłek, który jest lekko gazowany, ma 2% alkoholu i pochodzi z Bretanii. Pyszny! (dop. 08.08.2007: dzisiaj trochę żałuję, żeśmy go nie kupili, bo naprawdę dobry to był napój).
Chyba powoli powinnam się pakować.

Piątek

aleandrasasan @ 11:58

Centrum handlowe Auchan jest miejscem, do którego udaje się większość ludzi z pobliskich miasteczek i wiosek. Wchodzisz tam i widzisz wnętrze w miarę stylowo (jak na centrum handlowe, oczywiście) urządzone. Mijasz kilka sklepików z jakimiś małymi restauracyjkami i ubraniami dla kobiet głównie i wchodzisz do Auchan - kilka razy większego supermarketu od gorzowskiego TESCO. Pierwsza myśl: "małe miasteczko".
-Jak tu przyjechaliśmy -mówi wujek - to nie mogliśmy się nadziwić. co tydzień w niedziele jeździliśmy do Auchan - niezależnie od tego, czy było coś do kupienia, czy nie. Jak to może tak być, że wszystko jest?
Kasy są zbudowane nie tyle ładniej, co wygodniej niż te, które znamy z TESCA. Wchodzisz do miejsca przy kasie za pomocą drzwiczek obok których jest lada, a nie jak w TESCO - przez ladę.
INTERMARCHE to francuska (a nie niemiecka, jakby to niektórzy chcieli) sieć sklepów. We Francji jest jeszcze kilka sieci - CHAMPION i AUCHAN (to te najbardziej znane). TESCO nie ma. Może to i lepiej?
Jeśli ktoś - szczególnie Polak - wyjeżdża do Francji to koniecznie musi spróbować tutejszej czekolady. Francuska czekolada to dobra czekolada - czuć ją, ot i tyle. W Polsce raczej w czekoladzie zasmakujecie cukier niż czekoladę (no, chyba, że ją sam zrobisz). W rożkach - które nie są dziurawe u dołu! - masz dwa razy tyle czekolady na spodzie, co w polskich tego typu produktach.
Woda z kranu też jest inna, niż ta w Polsce - jest ekologiczna i ludzie nie boją się jej pić. To mnie bardzo zaskoczyło. Czytało się oczywiście o słabej jakości wody w Polsce, ale... Jakoś nie chce mi się wierzyć, że można pić kranówkę i nic Ci nie będzie.
Byliśmy w Avignon. Piękne miasto, które jest podzielone średniowiecznym, zamkowym murem. Ba terenie otoczonym przez mury zamkowe znajduje się pałac papieski (zewnętrznie ładny, wewnętrznie - nie wiem, bo nie wchodziliśmy do środka), obok tego znajduje się katedra Notre Dame des doms. To ostatnie jakoś słabo zachęcało do odwiedzin, bo wyglądało mizernie.
Z górek w Avignonie obejrzeliśmy wspaniałe widoki na most i miasto. Ja się trochę bałam, bo przestrzeń była położona wysoko i miała dużą objętość. Trochę szkoda, bo przez to trochę poprzeszkadzałam w robieniu zdjęć tacie.

(Sjesta poobiednia)

Francja będzie miała problem winny. Już są jego zaczątki. Będą tysiące hektarów winnych latorośli wyrywać, by przejść z ilości na jakość. Również maszyny przeznaczone do zbierania winogron mają iść w odstawkę.
-Po prostu wina jest za dużo -wyjaśniał wujek. -Ale Francja sama sobie jest winna.
Dlaczego? To ona zaszczepiła w innych, ciepłych (nie-afrykańskich) krajach winogrona. Tak więc stworzyła sobie konkurencję.
Jednak nie tylko sąsiedzi Francji czerpią kulturalnie od Francuzów - także i Francja to robi. Podam przykład. Hiszpania jest znana z corridy, ale we Francji również jest zabijanie byka w tym stylu - i to na poziomie światowym.
Francuska corrida dzieje się głównie w Nimes i różni się od hiszpańskiej nie tylko francuskim pochodzeniem torreadorów, ale także sposobem ubijania byka. Podczas, gdy w Hiszpanii jeden raz wbija się ostrze w zwierzę, we Francji robi się to dwa razy.
Jutro w planach mamy lazurowe wybrzeże.

Czwartek

aleandrasasan @ 11:36

Nie pojechaliśmy do Avignon - skierowaliśmy się na most Pont du Gard, zbudowany przez Rzymian. Jest on położony nad rzeką Gard, a jego celem było łączenie wody w Uzes z Nimes.
Niech cholera weźmie Rzymian. Gdy weszłam na most wybudowany przy samym Pont du Gard (odległość milimetrowa) zostałam dosłownie przytłoczona ogromem skali starożytnego mostu. Co prawda, później się przyzwyczaiłam, ale to było, gdy już wychodziliśmy z tego zabytku.
Pont du Gard piękniejszy jest na pocztówkach, niż w rzeczywistości. Bo w rzeczywistości uderzająca jest niesamowitość tego miejsca, bardzo trudna do zrelacjonowania.
Kartki pocztowe z miejsca, o którym piszę można kupić w małym pasażu, który jest oddalony od Pont du Gard paręnaście metrów. Znajdują się tam sklepy z pamiątkami, bary (podobno) i muzeum. Można również wziąć broszurę "Guide de E''ete" (pisownia przeniesiona na klawiaturę qwertuyopwską, więc jest niedokładna), niestety, jest ona tylko po francusku. To mnie zdziwiło, jednak - trudno powiedzieć, czy słusznie, bo najczęściej miejsca turystyczne w danym kraju odwiedzają tubylcy. Tak też jest z Pont du Gard: więcej tu Francuzów, niż innych narodowości. Osobiście zauważyłam jeden polski samochód, paru Japończyków i kilku Hindusów.
Nie ulega wątpliwości, że we Francji jest dużo Arabów. O tej mniejszości nie raz pisało "Wprost" i teraz widzę, że arabskie kobiety bardzo często są tutaj widoczne - niemal za każdym razem, gdy wychodzimy na miasto to widzimy kogoś z arabskimi korzeniami.
Dziś w planach mamy udanie się do bardzo dużego centrum handlowego.

Środa

aleandrasasan @ 11:14

(Ranek)

Kaniony, o których wcześniej pisałam nazywają się Ardeche (pisownia francuska). A rzeka, która płynie przez skałki zwie się Ceze (nazwa francuska - zdecydowałam, że nazwy zostawię oryginalne, bo uważam, że tubylcza interpretacja danych miejsc jest najwłaściwsza, bo najbliższa prawdzie). Wczoraj byliśmy na "dzikiej" plaży przy tej rzece. Widok był prosty i jednocześnie piękny. Można się było odprężyć i zapomnieć o wszystkim. Wzięłam kilka pamiątek - parę kamieni i dwie muszle. Jedną z nich chcę podarować Agacie.
Siedząc tam skorzystaliśmy - ja, tata, wujek i Krysia oraz Focus - z gościnności (a raczej uprzejmości) francuskiej. Teren, na którym przebywaliśmy wykupiła francuska rodzina. W sumie im się nie dziwię, bo osobiście chciałabym mieć tego typu obszar tylko i wyłącznie dla siebie.
Jeśli kogoś to zdziwiło, to trudno. We Francji nawet obcokrajowiec może wykupić kawałek rzeki. Niestety, generalnie właściciel ma niewiele praw związanych ze swoim statusem. Nie może nic zbudować, bo generalnie teren uchodzi za niezabudowalny. Drugi zakaz - zakaz robienia pikników - jest dziwny, bo dla mnie osobiście niezrozumiały. Może jakiś Francuz mi to kiedyś wyjaśni, ale... Wracając do praw własnościowych kawałka rzeki, to może on jedynie zachowywać się tak, jak to robi gość na tym terenie - siedzieć i podziwiać widoki. No, ewentualnie może pływać po rzece i wyganiać ze swojego terenu przybyszów, ale to ostatnie jest naturalne.
Dzisiaj jedziemy na Marche (czyt. marsze) i do Avignon.

(Południowa sjesta)

We Francji zaczyna się jeść obiad od sałatki, do której dodaje się pomidora itp. rzeczy. Po zjedzeniu tego dania przystępujemy do właściwego obiadu. Oczywiście pije się do jedzenia wino. Po zjedzeniu drugiego dania następuje czas na deser i są to albo owoce, albo słodycze. Po pełnym, popołudniowym posiłku jest czas na lekki odpoczynek, tzw. sjestę. Trwa ona od 10 do 15 minut, jeśli ktoś musi wracać do pracy.
Jeśli chodzi o wino, to występują trzy rodzaje: różowe, czerwone i białe. To ostatnie pije się bardzo rzadko, bo tylko z rybami. Niestety, jest to także uwarunkowane praktycznością - nie służy ono żołądkowi. Również wino różowe nie działa dobrze na żołądek, ale jest pobudzające, więc częściej się go używa, niż białe.
Do sprawy jeszcze powrócę, teraz chcę napisać coś o Marche. Jest to bazar, na którym majtki kosztują 1 euro, a inne ubrania są od 3 euro wzwyż. Co najważniejsze, nawet najtańsze produkty są tutaj ładne. Osobiście mogę się pochwalić, że ciocia mi kupiła koszulkę za 6 euro. Śliczna jest!
Rozmawiając o cenach w Polsce i we Francji stwierdziliśmy, że trzymają się one na podobnym poziomie (jeśli akurat chodzi o ciuchy, bo technika jest jednak w mojej ojczyźnie tańsza), z tym jednak, że Francuzi zarabiają proporcjonalnie do miejscowych cen. Oczywiście może to być półprawda, bo cioci, która zarabia 800 euro nie stać by było na wynajęcie jakiegoś apartamentu w mieście. Dużo też zależy od fachu. Jako kasjerka można tu zarobić tyle, ile ciocia, ale jako księgowy z 3 tys. euro już można spokojnie zarobić.
Wydaje nam się - Polakom - że mamy źle i, że nas doją lepiej (bardziej), niż gdzie indziej. Jednak - jak się okazuje - we Francji też jesteś dojony. Utrzymanie domu i podwórka (ze wszystkimi podatkami) kosztuje 1000 euro. Wujek dorobił się tego pracując od 7 do 6 w warsztacie i po kolacji u siebie, co zajmuje go do godziny 22.
Widziałam cmentarz francuski. Znajduje się on w każdej wiosce i jest mały, otoczony murkiem.
W Polsce można spotkać się z przekonaniem, że wino - im starsze, tym lepsze. Nie do końca jest tak, jak nam się wydaje. Owszem, są takie rodzaje win, ale wszystko zależy od sposobu jego produkowania oraz od przeznaczenia. Czasem też niektóre wina, mające lepiej smakować po latach zamieniają się w ocet winny i nie jest to do końca wyjaśnione, dlaczego tak się dzieje. Zazwyczaj jednak wino jest dobre wtedy, kiedy w danym roku było dużo słońca, gdyż wytwarza ono cukier w winogronach. Im więcej cukru, tym wino jest smaczniejsze.

(Później)

Mam opory przed korzystaniem z kompa wujka. Być może to jest dziwne, ale... Chyba dobrze robię, bo wczasy to jednak wczasy i czasem trzeba sobie odpocząć od niektórych rzeczy. Co do książki, którą wzięłam, to jakoś nie mam ochoty jej czytać, chociaż się nudzę.

(Później)

Język francuski należy do języków romańskich, czyli mających swoje początki z łaciny. Mimo to we francuskim można znaleźć bardzo dużo zaczerpniętych słów z angielskiego. Podobieństwo w nazwach dla trzech ostatnich miesięcy jest tak uderzające, że aż zadziwiające. Weźmy grudzień na przykład. Dla Anglików będzie to October, a dla Francuzów - Octobre! Co najzabawniejsze, wyraz "orange" jest taki sam w języku angielskim, jak i we francuskim. Ktoś może powiedzieć, że może on mieć inne znaczenie, ale nie jest tak.
Mój brat kiedyś - w ogólniaku - uczył się języka francuskiego. Kompletnie nie właził mu on do głowy, twierdził też, że francuski jest porąbany. Nie jest on odosobniony w tym twierdzeniu, ba - można łatwo udowodnić tę tezę. Wujek mieszka 20 lat we Francji, umie bardzo dobrze rozmawiać po francusku, ale nauczenie się poziomu francuskiego na tyle, by się dogadać z Francuzem zajęło mu dwa lata. Trochę mnie ten fakt ściął z nóg, bo tu jest pięknie, życie jest ciekawe, ale jakbym miała tu mieszkać, to... to by było bardzo ciężko. Bo niewiele udaje mi się wyłapywać słów. Czasami też są one tak dziwnie wymawiane, że ich kompletnie nie umiem powtórzyć i omijam te wyrazy. Chociaż słowo "Mars" ("marzec") łatwo zapamiętać, to jest to spowodowane raczej skojarzeniami, niż z innymi czynnikami.
Jedno jest pewne - by zamieszkać w obcym kraju, którego języka się nie zna to trzeba mieć odwagę. Mi jej raczej brakuje.

Wtorek

aleandrasasan @ 09:58

(Rano)

Wczoraj pojeździło się po okolicy i zobaczyło się kaniony. Być może spróbowałabym je opisać, ale nie jestem Karen Blixen, więc nawet nie próbuję tego robić. Może Czytelnikowi wystarczy ich położenie geograficzne - leżą przy grocie Madaleine. Co prawda, nie byłam w niej, ale dzisiaj zapewne tam pojedziemy. Jest tylko jeden warunek: duży wiatr. Gdyby go jednak nie było (w co wątpię, bo już teraz widać, że jest), to udajemy się nad morze.
-Na wakacje - powiada wujek - paryżanie jeżdżą nad Morze, do Marsyli, a marsylianie jadą do Paryża.
"Nad morze? A czemu nie w góry?" - pierwsza moja myśl, a później zdałam sobie sprawę, że Francuzi nie muszą jechać w góry, bo mieszkają wokół nich. Dla mnie mimo oczywistego piękna tych krajobrazów jest to w pewnym sensie wada, bo ogranicza twój wybór. Masz do wyboru morze i stolicę, albo - nic. A w Polsce, jak ktoś się urodził w Gorzowie Wlkp. to może udać się do stolicy, nad morze i w góry.
Geografia. Tak, wiem, był to u mnie dziwny przedmiot z którego niewiele wiedzy wyniosłam, ale dla pocieszenia powiem, że Francuzi nie są lepsi. Oni są ignorantami, bo prawie nic nie wiedzą o Polsce i wschodnich krajach.
(Dopisane 08.08.2007 - po powrocie do Polski: na jednej ze stacji benzynowej we Francji można było znaleźć podręczny leksykon najważniejszych wyrażeń z danego języka. Oczywiście, był to słownik przeznaczony dla Francuzów. Były do wyboru: czeski, ruski i polski. W tym ostatnim była mapa, na której zaznaczono Gorzów, niestety - bez jego dalszej nazwy, czyli "Wielkopolski". Fakt ten, jak i fakt znalezienia tego słownika we Francji bardzo mnie zaskoczył, ale uważam, że jest na tyle ciekawy, by warto było go odnotować).
Moskwę z Rosją pokojarzą (bo pokazują w trakcie pogody w telewizji), ale Polaka z Warszawą - nie (bo nie pokazują w trakcie pogody). A smutne to, bo Polska ma swoje osiągnięcia, z których powinna być znana. Już nie będę ich wymienić, bo to nie lekcja historii, tylko sprawozdanie krajoznawcze.
Kultura - ponoć to widać we Francji. Walka z chamstwem. Francuzi na zewnątrz - przez swoją mentalność - udają uprzejmych, a w środku mogą być chamidłami. Nie ma ignorancji w stylu: przy kasie w supermarkecie baba nie chce ci skasować towaru, bo o jeden (!) produkt za dużo. Ponoć też nie ma chamskiego przepychania się w publicznych środkach lokomocji (tego nie wiem, bo jak na razie nie byłam świadkiem jakiegokolwiek nie-turystycznego środka publicznej lokomocji we Francji).
To wszystko nie znaczy, że nie ma przestępczości. Jest i jej działalność sprawia, że Francuzi mają na co narzekać: na prawo. Jest ono łagodne: czasami komiczne.
-Namęczą się, by złapać przestępcę -mówi wujek o organach ścigania we Francji - dadzą gościa do sędziego, a ten stwierdza, że to przestępstwo jest nieważne i go wypuszcza. Za morderstwo można otrzymać 25 lat, a po trzech tygodniach wyjść.

A teraz z zupełnie innej beczki. Wczoraj wieczorem stwierdziłam, że we Francji jest cudownie, tylko, że... tęsknię za bratem (do tego się przyzwyczaiłam, ale fakt jest faktem) i za przyjaciółką Agatą. Być może to przeszkadza mi cieszyć się w pełni z tutejszych widoków, ale wydaje mi się, że dzięki temu będę w stanie lepiej zrozumieć - i przy okazji szanować - babcię. W moich myślach o Francji jest jedna o mamie mojej mamy: spodobałoby się jej tutaj, głównie ze względu na widoki. Stałoby się tak dlatego, ponieważ mieszkała ona w Wadowicach, przykrakowskim miasteczku (odległość ok. 50 km). A trzeba wiedzieć, że tamtejsze terytoria są wzgórzyste.

(Chwilę później)

Kataru się nabawiłam. Tatę za to złapał ból gardła. Tak, wiem - jak to możliwe, skoto tu tak ciepło? Przez wiatr. Mało tego, jest to jedno z najzimniejszych lat, jakie się zdarzyły we Francji. Kij z tym, że w Polsce 25-30 stopni to gorąc jak jasna cholera... tu 22 jest w nocy.

(Chwilę później)

Nudno. Wujek śpi, a ciocia w pracy. Tata gdzieś polazł, Krysia śpi. Już wiem, dlaczego z wieczora wujek nic nie planował.

(10 godzina)

Wujek to śpioch, Focus (pies - swoją drogą, prześliczny i bardzo przyjacielski) to żarłok, tata to maniak komputerowy, a ja z Krysią jesteśmy normalne.

(Później)

-Myśmy się zastanawiali, po co te wiatrochłony, które mijaliśmy po drodze. -Stwierdził mój rodziciel, mając na myśli szczelne, plastikowo-szklisto-z-innego-materiału blachy, które postawiano przy autostradach wokół wiosek. Najwięcej tego czegoś widać między granicą francuską a niemiecką. Niestety, to cacko zasłania widoki, chociaż z drugiej strony - mieszkańcom tych wiosek jest wygodniej, bo ciszej. Zastanawia mnie, jakie to rozwiązanie daje rzeczywiste efekty.

07/08/2007 GMT 1

Poniedziałek

aleandrasasan @ 22:37

(Rano)

Na dworze jest ponad 20 stopni C. Tak - Francja jest położona w ciepłym mikroklimacie. Wieczory i dnie są tu ciepłe, a powietrze - wilgotne i wietrzne. Sprawia to bardzo dobre warunki dla astmatyków - w przypadku gwałtownego ruchu, który powoduje atak płuca szybko dochodzą do siebie. Ba, nawet trudniej jest tu dostać ostrej astmy.
Tak więc ten, kto planuje tu przyjechać niech raczy zapomnieć o ciepłych sweterkach i podkoszulkach. Francja, szczególnie południowa jest ciepłym zakątkiem świata. Oczywiście, znawców geografii to raczej nie dziwi - to kraj położony przy Hiszpanii, która z kolei ma bardzo niedaleko do Maroku - czyli Afryki.
Tarantuli tu może i nie ma, ale podobno są duże pająki i... małe skorpionki, które mogą wleźć do łóżka. No dobrze, z łóżkiem to był żart, bo te stworzenia są raczej niegroźne - no, chyba, że ktoś się uprze zostać ugryzionym przez nie.
Wspomniałam o tutejszym mikroklimacie. Na koniec przygotowałam coś specjalnego, przez co nieobeznani padną z nóg. W ciągu ostatnich 20 lat (tj. od 1987 roku) tylko trzy razy spadł tutaj śnieg.

(Pół godziny później)

Tata kombinuje z kuchenką cioci i szczerze mówiąc brak mi optymizmu wobec tej zabawy.
A wracając do Francji, to jest to kraj, w którym codziennie wlewa się do organizmu alkohol. Do wyboru ma się głównie różowe i czerwone wino (białe pije się tylko do ryb i podobno nie jest zbyt smaczne). To pierwsze jest słabym alkoholem, bo jest tylko na pobudzenie. Można do niego wsadzić lód. Jeśli chodzi o wino czerwone, to tu nie ma takiej swobody - lód w tym napoju jest raczej niewskazany. Zapewne są to uroki kultury francuskiej, bo teoretycznie do każdego napoju można dodać zimne kostki lodu.
Kraj, w którym przebywam graniczy z Niemcami. Prawdopodobnie przez to Francja wykazuje pewne podobieństwo do Szwabów w kwestii obiadowej. Aby to wyjaśnić muszę na moment zboczyć z tematu.
Kilka lat temu moja mama wyjechała na trzy dni do Niemiec. W trakcie zwiedzania tamtejszej kultury wyszła z kumpelą na miasto. I wszystko byłoby udane, gdyby nie feralna godzina - trzynasta. O tej porze wszystko jest tam pozamykane, a przyczyna jest niemal prozaiczna: Niemcy jedzą obiad.
We Francji jest podobnie. Przychodzi się do pracy o siódmej, a od 12 do 14 ma się przerwę obiadową. Po powrocie do roboty siedzi się w niej do szóstej. Ma to swoje zalety, jak i wady. Doskonale to określił wujek:
-Jest to zdrowe dla organizmu, ale kiepskie dla organizacji życia. Jesienią (tj. od października trzy miesiące) przychodzisz do pracy i wracasz z niej, gdy jest ciemno. czasem byś coś porobił na podwórku, a nie możesz przez ciemność.

(Pół godziny później)

Jesteśmy niedaleko Avignon. Wujek chce, byśmy zwiedzili to miasto w środę. I nie dziwota - w Avignon znajduje się katedra Notre Dame. Miasto to było kiedyś siedzibą papieską - rezydowali tam antypapieże. O ile te historyczne wiadomości mają raczej niewielkie znaczenie dla sławy Avignonu, o tyle piosenka "Na moście w Avignon" Ewy Demarczyk wpływa na to znacząco. Ze wstydem muszę przyznać, że jestem typowym Polakiem, bo jak wujek stwierdził:
-Większość Polaków nie wie, dlaczego Avignon jest tak sławne.

(Chwilę później)

Tata wysyła SMS'a z netu do brata, a ja staram sie wszystkie informacje o Francji upakować w jakiś sensowny kształt.
Używałam dzisiaj laptopa, który posiada wujek. Komputer ten był kupiony we Francji, można więc założyć, że ma typową qwertyupowską klawiaturę. Teoretycznie standard w układzie klawiszy, jakiego używamy - my, Polacy - jest na całym świecie, ale jak to pokazuje praktyka - nie do końca. O ile układ shiftu, Home, znaków typu kropka jest taki sam, o tyle we francuskiej klawiaturze nie ma QWERTUYOP, tylko AZERTUYOP. Do tego dodano kilka klawiszy z francuskimi znakami, ale to jest naturalne.
Jeśli chodzi o język francuski, to wujek chce mnie pouczyć tegoż. Do "non" ("nie"), "qua" ("co"), "oui" ("tak"), "sawa" ("w porządku") i "voila" ("oto"). Jednak nie wszystkie słowa z tego słownika się przydają. Słowo "qua" w języku francuskim jest uznawane raczej za niegrzeczne - używa się jego w stosunku do chamów i niegrzecznych dzieci lub kiedy są elementem większego zdania. Częściej się też słyszy formę "que" niż "qua". Co Francuz zastosuje zamiast tego nie-savoir-vivrowego powiedzenia? Będzie udawał, że nie słyszy i powie "przepraszam?". Taka sytuacja mi się kojarzy z japońskim słowem "nanda" ("czego"), które można spotkać bardzo często w anime i - niestety - do najgrzeczniejszych nie należy.

(Chwilę później)

Francuzi umieją język angielski, jednak udają, że go nie znają. Być może przyczyna tego leży w dumie narodowej. Niezależnie od tego, z czego to wynika, zdać sobie sprawę z jednego trzeba: znając przynajmniej jedno słowo z kraju, do którego się przyjeżdża, okazuje się tym szacunek wobec tubylców. A zresztą - jest to dobre, bo przynajmniej coś się rozumie.

(Popołudnie)

Mi się nie chce kąpać, chociaż tata to robi. Wujek ma - oprócz basenu - taras, na którym, gdy się do niego wchodzi, widać niesamowite widoki. Być może - gdyby nie ten strach - stałabym teraz na tarasie i je po prostu podziwiała. Stryj jest w pracy, a ciocia pokazuje zdjęcia Krysi.
Dla francuskich dróg charakterystyczne są dwie rzeczy. Po pierwsze, co chwila wpadasz na jakieś rondo. Po drugie - co czytelnicy już wiedzą - są bardzo dobre.
A propos Francji - tak z polskiej perspektywy wobec tego, co się stało tydzień temu w Grenoble - to nie do końca było tak, że autokar wjechał na niedozwoloną drogę, dzięki której się rozwalił. Po tym moście jeżdżą autobusy, ale spełniają one dwa wymogi: 1) posiadają odpowiedni sprzęt, 2) mają pozwolenie na przejazd tą drogą.
Francuskie media twierdzą to samo, co polskie, jeśli chodzi o człowieka, który kierował tym nieszczęsnym pojazdem: nieodpowiedzialny młodziak. Co mnie jeszcze zaskoczyło, co jakiś czas (trudno powiedzieć, czy codziennie) w telewizji podawane są informacje o ofiarach wspomnianego wcześniej wypadku. Jest to miłe, a z drugiej strony - normalne, bo wypadek zdarzył się we Francji.

Niedziela

aleandrasasan @ 14:51

(Południe)

Jeśli ktoś będzie we Francji zajadał się frytkami, to niech przy braniu tego przysmaku na talerz o jakichkolwiek sztućcach zapomni: frytki na talerz bierze się rękoma.
Francja pełna jest wiosek, które wykupują obcokrajowcy (dla Francuzów). Zazwyczaj są to Holendrzy i Bułgarzy. Miejscowości, które spotyka taki los są zbudowane z kamieni i nie raz mają po 200-300 lat.
Kraj, w którym przebywam nie zaznał uroków II wojny światowej, czyli potężnych zniszczeń w jej czasie. Jeśli Polacy ubóstwiają bohaterów z II wojny, to Francuzi robią tak w wypadku I wojny. Dzieje się tak, ponieważ Francja twierdzi, iż wygrała tę wojnę. W każdej wiosce można znaleźć pomnij żołnierza z I wojny światowej, gdzie są wypisane wszystkie imiona tych, którzy na niej polegli.
W tym samym kraju, o którym piszę jest bardzo dużo terenów górzystych, zwłaszcza położonych na południu. To czyni Francję pięknym krajem. Z tego względu niemożliwe jest opisanie gór lub Skałek - kamiennych wzgórz wokół rzeki.
Teraz rzecz osobista. Wujek ma basen, w którym się kąpałam. Było cudownie, bo zimno-letnia woda wspaniale orzeźwia. Miałam jednak - dzięki swojemu niezastąpionemu zmysłowi równowagi - problem z wejściem i wyjściem z tego kąpieliska. Nie wiem, czy się odważę wejść ponownie (nie odważyłam się, ale to z powodu zanieczyszczenia basenu -dop. 07.08.2007).

Jazda (z 27 na 28.07.2007)

aleandrasasan @ 14:09

(Noc)

Długa i męcząca podróż ze znakami AUSFAHRT ("Wyjazd"). Z Kostrzyna na Munchen (Monachium), a potem do Lyonu!

(Rano)

A przynajmniej tak wynikało ze wstępnych ustaleń. Na drogę do Munchen zajechaliśmy po półtoragodzinnym błądzeniu - w kółko jechaliśmy i nie mogliśmy zjechać na prawidłową drogę, gdyż zrobili blokadę pierwotnych dojazdów na Monachium. W końcu jakiś Niemiec nas wyprowadził z tego nieskończonego labiryntu.
W momencie, gdy piszę te słowa znajdujemy się 979 km do celu podróży. Jesteśmy już na innej drodze, ale nadal w Niemczech, na Heilbroim.

(Chwilę później)

Nie mieliśmy i nie mamy zamiaru zwiedzać Niemiec, ale nie szkodzi pozwiedzać szwabskich stacji benzynowych. Oto komentarz mojego taty i zarazem porada dla kierowców: "Gaz w Niemczech jest tańszy niż we Francji, ale za to nigdzie go nie ma".
Ode mnie - drodzy kierowcy - dostaniecie poradę, by zawsze brać ze sobą pieniądze do kibla na stacji. Powód jest bardzo prosty: są one płatne. Co prawda niewiele, bo tylko dwa złote, ale są. I luksus gwarantowany! Czyste kible i papier toaletowy (co mnie zdziwiło). Chociaż nie zapłaciłam za tę usługę (Bóg raczy wiedzieć, jakim cudem), to stwierdziłam, że te 50 eurocentów to korzystna cena za taki komfort.

(4 godziny później)

Nadal jesteśmy w Niemczech, ale to podobno ostatnie peryferia tego kraju. Niedługo więc powinniśmy przekroczyć granicę niemiecko-francuską. Już czuje się zmianę klimatu, która polega na gorącu. Do Lyonu jeszcze trochę czasu, ale do celu - jakiegoś francuskiego zadupia, którego nazwy nie potrafiłam wymówić - pozostało jedynie 6,5 godzin jazdy.

(2 godziny później)

Przekroczyliśmy granicę francusko-niemiecką, po czym utknęliśmy w korku spowodowanym przez jakiś wypadek. Wracając do granicy, zdziwiło mnie to, że nie trzeba było pokazywać dowodu osobistego. To mi się jakoś nie chce mieścić w głowie.
Nie mam pojęcia, jak z kiblem na stacji benzynowej we Francji jest, ale jedna rzecz nie ulega wątpliwości: na pierwszej lepszej stacji jest gaz.
Francja to piękny kraj. I cywilizowany - mój tata stwierdził, że Francuzi mają o wiele lepszą jakość dróg od szwabów (i faktycznie, na francuskiej trasie praktycznie nie trzęsło samochodem).

(Po chwili)

Co do gazu, to na pierwszej stacji TOTAL, jaką napotkaliśmy we Francji nie ma GPL, chociaż na znakach pisze co innego. Bo ja wiem, o co tu chodzi?

(Pół godziny później)

Wolałam nie ryzykować płatnego kibla, ale przeszłam się do kasy stacji benzynowej, na której zatankowaliśmy gaz. Moim oczom ukazał się zadziwiający, bo odmienny od niemieckiego i polskiego widok: można kupić maskotki, figurki i - co chyba nie powinno dziwić nikogo - wino. Co prawda w Polsce sprzedaje się na stacjach alkohol, ale zazwyczaj nie ma to zbyt wiele wspólnego z z winem.
Za niedługo będziemy w Lyonie.

Archiwum | Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo